Odwrotna strona starego Brunona

smoki 
czyli jak żyć żeby nie przeżyć lub co najmniej nie zapomnieć


Nazwa własna    Miejsce pobytu    Coś jeszcze    Ciekawostki przyrodnicze    Zaproszenie

Ludzie listy piszą? łymejl Napiszcie do mnie!


Nazywają mnie Bruno, tak właśnie mnie nazywają. Najczęsciej jednak mówią do mnie "Rusz się stary idziemy na piwo". Taki jeden to nawet napisał o tym piosenkę, potem zresztą umarł, po co mu to było, no po co. Nie piszę tu o umieraniu, bo to czeka nawet Walta Disneya, jak go zdołają odmrozić, tylko o pisaniu piosenek. Piosenki powinno się pisać o tym, może nawet o tamtym, ale nie o chodzeniu ze mną na piwo. Tak jest, słyszałem ostatnio ładną piosenkę o orłacieniu, wcześniej byli te piosenki ładne co je śpiewali ci goście z gitarami w jedynym słusznym kolorze. Ale to były zupełnie inne czasy, nikt nie mógł napisać że prezydent to świnia, nie było wtedy u nas prezydenta. A tera jest i moge napisać na niego co chcę. I dlatego nic nie będę pisał, bo szkoda czasu. Czasu też mamy coraz mniej, ktoś nam go kradnie. To znaczy się mnie nikt go nie kradnie, ale kolesie moje stare to teraz nawet na winko w parku czasu nie mają, tak zajeżdżają swoje wózki na karton. Czas to pieniądz, a jak oni czasu nie mają na nic to skąd pieniądze mają być. Nowe mieszkanie, auto nowe co rok a pieniędzy ani hu! hu! Takie czasy a jak im kto to auto ukradnie to złodziej i jazda na złodziei. A porządni złodzieje to wcale nie kradną tylko odsiadują uczciwie swoje wyroki. Uczciwy złodziej to taki co swoje odsiedzi i to bynajmniej nie w sejmie, ale za kratkami. Kratki też już nie te co dawniej, dawniej to wszystkie mieli kratę, na spodniach ma się rozumieć lub co najmniej na marynarce. Co do marynarki to podobno znowu wypuścili Titanica pływa toto 180 minut i tonie, tak widocznie musi być na tym świecie.

Nie wiem czy to już pisałem, ale chciałem tu napisać że mówią do mnie Bruno.

od nowa?

Tak się dziwnie zdarzyło że mieszkam w Dobczycach, nie wiem czy UFO mnie tam wysadziło czy może spadłem z deszczem, po prostu tam się znalazłem i tak już zostało, to znaczy ja zostałem. Nie jest źle, mogłem przecież znaleźć się w jakichś Myślenicach czy Ciechanowie a jestem tutaj i naprawdę jestem z tego zadowolony. Przyznam się że będąc młodszym chciałem mieszkać w Mszanie lub Tymbarku, tam były najbliższe mej wątrobie "winiarnie". Pracownicy tych przedsiębiorstw wynosili za kawałek kiełbasy całkiem spore wiaderko niekwaszonego jeszcze siarą jabola. Te czasy już się skończyły, nie wynoszą jabcoków na lewo, a nawet jak wynoszą to nie za kiełbachę i nie wiaderkami. Teraz mieszkam we wspomnianych Dobczycach, które pięknym miastem są. Spożywamy co się da i kiedy tylko się da. Zawsze jest jakaś okazja żeby cos spożyć, nawet jak nie ma okazji. Bo jak mawiali starożytni "Najlepsza okazja to brak okazji". Mamy tu kilka lokali gdzie można cos łyknąć, ale co najlepsze mamy też piękne plenery. Są ławki na wzgórzu zamkowym, są na wałach nad Rabą, są i na samym rynku ale tam często gęsto stawa policja. Nie żebym się bał policji, ale zawsze mnie legitymują jak jestem na cyku, nie wiem po co to robią, może mają problemy z zapamiętywaniem. Jest zapora i jezioro z wieloma pięknymi zatoczkami w kórych nie można się kąpać i nawet niewiadomo czy pić można, bo ryb łowić nie wolno, a wiadomo że wędkarz na sucho nie wędkuje. Dobczyce położone są tam gdzie są . W malowniczej dolinie rzeki Raby, która jak wszyscy wiedzą jest dopływem Wisły, prawobrzeżnym (co nie jest do końca pewne, jak twierdzi mój znajomy Wodnik Szuwarek, możliwe że to Wisła jest lewobrzeżnym dopływem Raby). Przed Dobczycami kończy się Pogórze a za Nimi zaczynają się Beskidy. Jest naprawdę pięknie, przyjedzcie i zobaczcie sami.

od nowa?

Właściwie to nie wiadomo co jeszcze. Lubię trochę czasem pojeździć na rowerku, tak sobie niespecjalnie daleko i niespecjalnie blisko. Zapraszam  Was więc na wycieczki rowerowe w moje strony. Oto opis trasy jednej z takich wypraw, podczas której nie odkryłem może Ameryki ale przynajmniej zrobiłem notatki. Zapraszam na AWR.

 A a a! Rowery dwa!

Wędrowcze, jeśli zamierzasz wybrać się na AWR to pozwól że udzielę Ci przestrogi. Musisz wiedzieć nim zaczniesz się zastanawiać czy wybrać się w drogę, że jest to zabronione przez prawo i grozi utratą życia w dobrym przypadku zdrowia, prawa jazdy lub karty rowerowej. Jeśli pomimo mej przestrogi masz odwagę wsiąść na rower i udać się na Alkoholową Wycieczkę Rowerową to przeczytaj wpierw opis trasy a potem zastanów się jeszcze raz i wskakuj na siodełko Swego bicykla.

Rankiem, najlepiej niezbyt wczesnym po śniadaniu wyruszamy z Dobczyc z rynku. Wyjeżdżamy ulicą Kilińskiego i powolutku podjeżdżamy na Marwin. Nie powinniście się tym zbytnio przejmować ponieważ wzniesienie nie jest wysokie. Z Marwinu zjeżdżamy prosto nigdzie nie zbaczając. Opuszczamy Dobczyce i już prawie jesteśmy na Czasławiu. Ale nie tak prędko, zatrzymujemy się przed małym mostkiem na potoku Olszanica i tam robimy pierwszy przystanek w knajpie "U Gwoździa", wychylamy jedno piwko - premia za wyjazd pod Marwin. Wsiadamy na rowery i jedziemy krętą drogą wzdłuż Krzyworzeki aż do miejsca zwanego Mytem, poznamy je na pewno bowiem znajduje się tam bar "Pod Gajem". Wypijamy tam piwo i jedziemy dalej. Zaraz za barem skręcamy w lewo na most i zakręt za zakrętem podjeżdżamy pod wzniesienie na którym położone są Raciechowice. W Raciechowicach zatrzymujemy się przy barze "Tuszyna" gdzie wypijamy premię za forsowny podjazd do tegoż baru. Teraz z górki drogą w kierunku Łapanowa, maleńki podjazd pod Komorniki i z górki całkiem niezły kawałek jedziemy na koszt pana Newtona. U dołu hamujemy i skręcamy w prawo na Szczyrzyc. Jesteśmy na Dąbiu zatrzymujemy się w barze "Nad Stradomką" wypijamy jedno piwko i znowu hop na rowery. Jedziemy drogą biegnącą w uroczej wąskiej dolinie Stradomki. Po przejechaniu paru dobrych kilometrów pokrzepiamy się piwem w beczce, która wita nas zaraz po wjechaniu do województwa nowosądeckiego. Jedziemy przez most na Stradomce i już jesteśmy w Szczyrzycu, choć do centrum musimy jeszcze trochę pokręcić. Na szczyrzyckim ryneczku zawracamy i stajemy pod barem "Zacisze". Wszedłszy do baru pijemy piwo do oporu. Trzeba Wam wiedzieć iż w Szczyrzycu właśnie znajduje się najstarszy w Polsce browar, czynny nieprzerwanie od 1625 roku. Nie trzeba jechać dalej, tylko pamiętać że ostatni autobus do Dobczyc i dalej do Krakowa odjeżdża około godziny dziewiętnastej a bar zamykają o dwudziestej drugiej.

Aha! Rowery - najlepiej sprzedać i przepić, lub próbować zabrać do autobusu !?!

Wszystkie opisane przystanki znajdują się po prawej stronie drogi, co wynika z zachowania bezpieczeństwa podczas tak forsownej trasy i przekonań politycznych autora. Nie polecam powrotu na rowerach z wiadomego powodu: wszystkie knajpy byłyby po lewej stronie drogi.

WaszNiezbytTrzeźwyCyklistaBruno

 od nowa?

 Tutaj mam zamiar pisać o tym co się dzieje w okolicy. W przyrodzie i nie tylko.

marzec 1998

Jest wiosna. Jak ktoś o tym jeszcze nie wie, to niech sobie otworzy okno w nocy i posłucha. To nie słowiki, tylko koty się tak drą, jakby to co najmniej był marzec. Wszystko zacznie zielenieć, własnie zauważyłem że nie jest to żadna ciekawostka. Ale co jest ciekawostką, to że nie ma chodników na Jagiellońskiej to każdy widzi i też to nie jest ciekawe, zrobili za to asfalt na Lubomirskich (nie na całej), ale tam przecież mieszka aktualny wiceburmistrz. Tak se wymysliłem żeby następni ojcowie miasta mieszkali na takich ulicach co to asfaltu nie mają, trzy ulice co cztery lata, nie licząc oczywiście tych planowanych. Co ja własciwie piszę, krytykuję władzę zamiast jej pomóc. Wiem że im więcej piję, tym więcej pomagam nauczycielom i lekarzom i całej budżetowej reszcie, ale czy ma cos z tego moja własna gmina, moje miasto. Postuluję aby każda flaszka sprzedawana w naszej gminie miała jeszcze własną akcyzę taką gminną a pieniądze z tego mogły by isć na wygodniejsze ławki albo odbudowę zamku.

maj 1998

Tak jakoś lubię pisać w tych miesiącach na M, m jest fajne kojarzy się z makaronem, marmeladą i Marylin Monroe. Ale nie o to chodzi, chodzi o to aby nie wdepnąć w ognisko. Ognisko jest zjawiskiem (albo zupełnie czymś innym) występującym w sezonie wiosennoletniojesiennym czasem też zimowym, na wiosnę strasznie szybko się toto rozmnaża i wszędzie tego pełno a najwięcej wieczorem i w nocy (tak jak sowa). Polega to wszystko na paleniu, jedzeniu, piciu i śpiewaniu, niekoniecznie w tej kolejności i proporcjach. Pali się co popadnie pije się też wszystko jak leci, śpiewa się co komu się chce, ale je się kiełbasę i tak ma być. Ostrożnie z zapałkami (dziewczynki). W tak zwanym miedzyczasie obsunął się kawałek naszego pięknego zamku na tak zwaną zaporę. To nieprawda że całemu miastu grozi zalenie, wszyscy wiedzą że mieszkańcy ulcy Graboej, Jałowcowej, Górskiej i Dębowej są bezpieczni. I po co oni robią te chodniki na Jagiellońskiej, chyba dla potomnych, którzy kiedyś odkryją tę naszą Atlantydę. Przezorni obywatele naszego miasta już zaczęli się zalewać. Radzę szybko do nich dołączyć.

 od nowa?

Zaproszenie

dla wszyskich krajowych i zagranicznych Oliwiarzy, Ochlaptusów, Bimbrowców, Alkochochlików, Żłopaczy, Gębochlajów, Pijaków i Wydmikuflów.

Wiele jest szlaków, którymi można przemierzać miasto Dobczyce, jednak jak Wam pewnie wiadomo jednym z ważniejszych przez wiele stuleci był szlak karczemny. Trzeba Wam bowiem wiedzieć iż już w roku 1765 były w naszym mieście 42 wiechy szynkarskie na 128 domów, że o 4 browarach nie wspomnę. Co dziś pozostało z dawnej świetności? Z tym tak zwanym z łacińska dubium (czyli problemem), spróbujemy ów dobczycki szlak karczemny przemierzyć.

Wiecha tylko jedna z 42 ostała się na wzgórzu zamkowym czyli w Starym Mieście, nie wiedzieć czemu Zbójecką ją zowią. Przeca nie dlatego iż w loszku pod Karczmą na Zbóju ma swoją siedzibę. Zbóje też tam nijakie nie siedzą jeno młódź płci obojga. Miejsca tam ci jest niezbyt wiele bo, jak wspomniałem, loszek to niewielki, nie przeszkadza to bynajmniej młodzieży naszej licznie się tam gromadzić. Heńka, który szynkarzem jest tamok tak sobie upodobali, iż szynk ten przedkładają nad wszystkie inne. Wiecha wspomniana tylko z wieczora dźwierza swe rozwiera, słynne jest przecie, iż za dnia młódź dobczycka pilnie nauki pobiera i pracy z zapałem się oddaje.

Zejdźmy powoli na dół do Rynku. Tam cichutko w bramie przyczajony MAX, gdzie można zjeść co nieco i co nieco popić. A w letnie dni można usiąść w ogródku za barem pod starą jabłonią. Tuż obok znajduje się bar zwany z bizantyjska Mozaiką. Nazwa ta pochodzi podobno nie od barwnych obrazków na ścianach lecz od kolorów nosów stałych jej bywalców, które to się mienią tęczy barwami wszystkiemi. Powiadają, że zjeść tam coś można bez dużej straty dla kieszeni. Specjalnością Roberta, tamtejszego oberżysty, jest podobno śledź w śmietanie, a, jak wam niezawodnie wiadomo, śledzie lubią pływać, trzeba je przeto popijać. Jeśli wychodząc z Mozaiki zatoczycie się nieco w prawo i przekroczycie jezdnię, znajdziecie się na ulicy Wąskiej, która wcale taka wąska nie jest. Znajduje się tam MIAMI DISCO CENTER zwane przez miejscowych mordownią lub po prostu MAJAMI BIĆ. Słynie przybytek ten w okolicy z tego, iż po gębie łatwo tam dostać, można też coś zjeść. W soboty i niedziele, a może i w inne dni organizowane są tam dyskoteki, wtedy najprościej załapać się na bijatykę. "Morda nie szklanka, można tłuc" z takiego założenia wychodzi "ochrona" tego miejsca, oni nie biorą pieniędzy za to, abyś mógł spokojnie wypić swoje piwo lecz za to abyś szklanek nie wynosił. Lepiej się przeto nie zataczać w wspomnianą stronę.

Przy uliczce Błogosławionej Kingi położony jest szynk o obco brzmiącej nazwie Jocker. Kiedy wejdziecie do wnętrza, przez chwilę pomyślicie, że jesteście w czerwonym autobusie FB, ale, jeśli rozejrzycie się dokładnie, zobaczycie, że zamiast kierowcy jest bar i szynkarz Wiesiek. Lepiej od razu kupić flaszkę, bo na takich, co tylko by pić piwo chcieli, Wiesiek nie rad patrzy.

Najznamienitsza z dobczyckich, obrosła wieloma legendami, położona na rozstaju dróg (Jagiellońskiej i Witosa) piwiarnia Pod Wierzbą. Tu przychodzą mieszczanie dobczyccy na piwko wieczorem, pogadać, mecz pooglądać lebo po prostu posiedzieć. Atmosfera domowa tworzona przez pana Bolka i panie Ewę i Elę. Tego się nie da opisać, tam trzeba przyjść i wypić piwo.

Aby przekonać się jak smakuje piwo pite w starej rzeźni trzeba skoczyć na ulicę Rzeźniczą do Broka. Właściciele władowali trochę kasy w remont i wystrój, oszczędzali natomiast na szkoleniu pracowników w myciu kufli. Tak, to jest pomówienie, ale może piwo tam mają podłe a kufle umyte. Przy trakcie biegnącym na południe, w stronę Wiśniowej, w pobliżu ujścia potoku Olszanica do Krzyworzeki, znajduje się knajpa zwana, nie wiedzieć czemu, U Gwoździa. Jest to knajpa graniczna, bowiem za Olszanicą jest już wieś Czasław która do gminy Raciechowice należy. Polewa tam Piotrek, zwany też hrabią, a siedzą tam wieczorem miejscowi rolnicy, siedzą pospołu z Dobczyc, Skrzynki, Czasławia i Krzyworzeki. Można więc stwierdzić, iż ma ten przybytek wpływ spory na stosunki międzysąsiedzkie.

Piwiarnia przy ulicy Nowowiejskiej. Piwiarnia - duże słowo - budka z piwem i sporym zadaszeniem. Ale można posiedzieć i piwo spokojnie wypić. Wandzia to przydrożna oberża przy drodze krajowej nr 325 (Bochnia - Myślenice), z zewnątrz wygląda przygnębiająco. Ale można tam całkiem przyzwoicie się opić, a i coś do żołądka pustawego wrzucić. Przy wspomnianej drodze krajowej (nr 325) jest jeszcze bar na stacji benzynowej, maławy i całodobowy, o ile się nie mylę. Mają jeden z lepszych sloganów reklamowych: PIŁEŚ NIE JEDŹ! NIE PIŁEŚ? NAPIJ SIĘ!

A zresztą, przyjedzcie i przekonajcie się sami.

Bruno
NieWylewającyZaKołnierz

 od nowa?

Od 8 maja 1998 roku zajrzało tu 66 ludków. Czemu tak mało?