Ludzie listy piszą?
Napiszcie do mnie!
Nie wiem czy to już pisałem, ale chciałem tu napisać że mówią do mnie Bruno.
Właściwie to nie wiadomo co jeszcze. Lubię trochę czasem pojeździć na rowerku, tak sobie niespecjalnie daleko i niespecjalnie blisko. Zapraszam Was więc na wycieczki rowerowe w moje strony. Oto opis trasy jednej z takich wypraw, podczas której nie odkryłem może Ameryki ale przynajmniej zrobiłem notatki. Zapraszam na AWR.

Wędrowcze, jeśli zamierzasz wybrać się na AWR to pozwól że
udzielę Ci przestrogi. Musisz wiedzieć nim zaczniesz się
zastanawiać czy wybrać się w drogę, że jest to zabronione przez
prawo i grozi utratą życia w dobrym przypadku zdrowia, prawa jazdy
lub karty rowerowej. Jeśli pomimo mej przestrogi masz odwagę
wsiąść na rower i udać się na Alkoholową Wycieczkę Rowerową to
przeczytaj wpierw opis trasy a potem zastanów się jeszcze raz i
wskakuj na siodełko Swego bicykla.
Rankiem, najlepiej niezbyt wczesnym po śniadaniu wyruszamy z
Dobczyc z rynku. Wyjeżdżamy ulicą Kilińskiego i powolutku
podjeżdżamy na Marwin. Nie powinniście się tym zbytnio przejmować
ponieważ wzniesienie nie jest wysokie. Z Marwinu zjeżdżamy prosto
nigdzie nie zbaczając. Opuszczamy Dobczyce i już prawie jesteśmy
na Czasławiu. Ale nie tak prędko, zatrzymujemy się przed małym
mostkiem na potoku Olszanica i tam robimy pierwszy przystanek w
knajpie "U Gwoździa", wychylamy jedno piwko - premia za wyjazd pod
Marwin. Wsiadamy na rowery i jedziemy krętą drogą wzdłuż
Krzyworzeki aż do miejsca zwanego Mytem, poznamy je na pewno
bowiem znajduje się tam bar "Pod Gajem". Wypijamy tam piwo i
jedziemy dalej. Zaraz za barem skręcamy w lewo na most i zakręt za
zakrętem podjeżdżamy pod wzniesienie na którym położone są
Raciechowice. W Raciechowicach zatrzymujemy się przy barze
"Tuszyna" gdzie wypijamy premię za forsowny podjazd do tegoż baru.
Teraz z górki drogą w kierunku Łapanowa, maleńki podjazd pod
Komorniki i z górki całkiem niezły kawałek jedziemy na koszt pana
Newtona. U dołu hamujemy i skręcamy w prawo na Szczyrzyc. Jesteśmy
na Dąbiu zatrzymujemy się w barze "Nad Stradomką" wypijamy jedno
piwko i znowu hop na rowery. Jedziemy drogą biegnącą w uroczej
wąskiej dolinie Stradomki. Po przejechaniu paru dobrych kilometrów
pokrzepiamy się piwem w beczce, która wita nas zaraz po wjechaniu
do województwa nowosądeckiego. Jedziemy przez most na Stradomce i
już jesteśmy w Szczyrzycu, choć do centrum musimy jeszcze trochę
pokręcić. Na szczyrzyckim ryneczku zawracamy i stajemy pod barem
"Zacisze". Wszedłszy do baru pijemy piwo do oporu. Trzeba Wam
wiedzieć iż w Szczyrzycu właśnie znajduje się najstarszy w Polsce
browar, czynny nieprzerwanie od 1625 roku. Nie trzeba jechać
dalej, tylko pamiętać że ostatni autobus do Dobczyc i dalej do
Krakowa odjeżdża około godziny dziewiętnastej a bar zamykają o
dwudziestej drugiej.
Aha! Rowery - najlepiej sprzedać i przepić, lub próbować zabrać do
autobusu !?!
Wszystkie opisane przystanki znajdują się po prawej stronie
drogi, co wynika z zachowania bezpieczeństwa podczas tak forsownej
trasy i przekonań politycznych autora. Nie polecam powrotu na
rowerach z wiadomego powodu: wszystkie knajpy byłyby po lewej
stronie drogi.
WaszNiezbytTrzeźwyCyklistaBruno
Tutaj mam zamiar pisać o tym co się dzieje w okolicy. W przyrodzie i nie tylko.
Jest wiosna. Jak ktoś o tym jeszcze nie wie, to niech sobie otworzy okno w nocy i posłucha. To nie słowiki, tylko koty się tak drą, jakby to co najmniej był marzec. Wszystko zacznie zielenieć, własnie zauważyłem że nie jest to żadna ciekawostka. Ale co jest ciekawostką, to że nie ma chodników na Jagiellońskiej to każdy widzi i też to nie jest ciekawe, zrobili za to asfalt na Lubomirskich (nie na całej), ale tam przecież mieszka aktualny wiceburmistrz. Tak se wymysliłem żeby następni ojcowie miasta mieszkali na takich ulicach co to asfaltu nie mają, trzy ulice co cztery lata, nie licząc oczywiście tych planowanych. Co ja własciwie piszę, krytykuję władzę zamiast jej pomóc. Wiem że im więcej piję, tym więcej pomagam nauczycielom i lekarzom i całej budżetowej reszcie, ale czy ma cos z tego moja własna gmina, moje miasto. Postuluję aby każda flaszka sprzedawana w naszej gminie miała jeszcze własną akcyzę taką gminną a pieniądze z tego mogły by isć na wygodniejsze ławki albo odbudowę zamku.
Tak jakoś lubię pisać w tych miesiącach na M, m jest fajne kojarzy się z makaronem, marmeladą i Marylin Monroe. Ale nie o to chodzi, chodzi o to aby nie wdepnąć w ognisko. Ognisko jest zjawiskiem (albo zupełnie czymś innym) występującym w sezonie wiosennoletniojesiennym czasem też zimowym, na wiosnę strasznie szybko się toto rozmnaża i wszędzie tego pełno a najwięcej wieczorem i w nocy (tak jak sowa). Polega to wszystko na paleniu, jedzeniu, piciu i śpiewaniu, niekoniecznie w tej kolejności i proporcjach. Pali się co popadnie pije się też wszystko jak leci, śpiewa się co komu się chce, ale je się kiełbasę i tak ma być. Ostrożnie z zapałkami (dziewczynki). W tak zwanym miedzyczasie obsunął się kawałek naszego pięknego zamku na tak zwaną zaporę. To nieprawda że całemu miastu grozi zalenie, wszyscy wiedzą że mieszkańcy ulcy Graboej, Jałowcowej, Górskiej i Dębowej są bezpieczni. I po co oni robią te chodniki na Jagiellońskiej, chyba dla potomnych, którzy kiedyś odkryją tę naszą Atlantydę. Przezorni obywatele naszego miasta już zaczęli się zalewać. Radzę szybko do nich dołączyć.
Wiecha tylko jedna z 42 ostała się na wzgórzu zamkowym czyli w Starym Mieście, nie wiedzieć czemu Zbójecką ją zowią. Przeca nie dlatego iż w loszku pod Karczmą na Zbóju ma swoją siedzibę. Zbóje też tam nijakie nie siedzą jeno młódź płci obojga. Miejsca tam ci jest niezbyt wiele bo, jak wspomniałem, loszek to niewielki, nie przeszkadza to bynajmniej młodzieży naszej licznie się tam gromadzić. Heńka, który szynkarzem jest tamok tak sobie upodobali, iż szynk ten przedkładają nad wszystkie inne. Wiecha wspomniana tylko z wieczora dźwierza swe rozwiera, słynne jest przecie, iż za dnia młódź dobczycka pilnie nauki pobiera i pracy z zapałem się oddaje.
Zejdźmy powoli na dół do Rynku. Tam cichutko w bramie przyczajony MAX, gdzie można zjeść co nieco i co nieco popić. A w letnie dni można usiąść w ogródku za barem pod starą jabłonią. Tuż obok znajduje się bar zwany z bizantyjska Mozaiką. Nazwa ta pochodzi podobno nie od barwnych obrazków na ścianach lecz od kolorów nosów stałych jej bywalców, które to się mienią tęczy barwami wszystkiemi. Powiadają, że zjeść tam coś można bez dużej straty dla kieszeni. Specjalnością Roberta, tamtejszego oberżysty, jest podobno śledź w śmietanie, a, jak wam niezawodnie wiadomo, śledzie lubią pływać, trzeba je przeto popijać. Jeśli wychodząc z Mozaiki zatoczycie się nieco w prawo i przekroczycie jezdnię, znajdziecie się na ulicy Wąskiej, która wcale taka wąska nie jest. Znajduje się tam MIAMI DISCO CENTER zwane przez miejscowych mordownią lub po prostu MAJAMI BIĆ. Słynie przybytek ten w okolicy z tego, iż po gębie łatwo tam dostać, można też coś zjeść. W soboty i niedziele, a może i w inne dni organizowane są tam dyskoteki, wtedy najprościej załapać się na bijatykę. "Morda nie szklanka, można tłuc" z takiego założenia wychodzi "ochrona" tego miejsca, oni nie biorą pieniędzy za to, abyś mógł spokojnie wypić swoje piwo lecz za to abyś szklanek nie wynosił. Lepiej się przeto nie zataczać w wspomnianą stronę.
Przy uliczce Błogosławionej Kingi położony jest szynk o obco brzmiącej nazwie Jocker. Kiedy wejdziecie do wnętrza, przez chwilę pomyślicie, że jesteście w czerwonym autobusie FB, ale, jeśli rozejrzycie się dokładnie, zobaczycie, że zamiast kierowcy jest bar i szynkarz Wiesiek. Lepiej od razu kupić flaszkę, bo na takich, co tylko by pić piwo chcieli, Wiesiek nie rad patrzy.
Najznamienitsza z dobczyckich, obrosła wieloma legendami, położona na rozstaju dróg (Jagiellońskiej i Witosa) piwiarnia Pod Wierzbą. Tu przychodzą mieszczanie dobczyccy na piwko wieczorem, pogadać, mecz pooglądać lebo po prostu posiedzieć. Atmosfera domowa tworzona przez pana Bolka i panie Ewę i Elę. Tego się nie da opisać, tam trzeba przyjść i wypić piwo.
Aby przekonać się jak smakuje piwo pite w starej rzeźni trzeba skoczyć na ulicę Rzeźniczą do Broka. Właściciele władowali trochę kasy w remont i wystrój, oszczędzali natomiast na szkoleniu pracowników w myciu kufli. Tak, to jest pomówienie, ale może piwo tam mają podłe a kufle umyte. Przy trakcie biegnącym na południe, w stronę Wiśniowej, w pobliżu ujścia potoku Olszanica do Krzyworzeki, znajduje się knajpa zwana, nie wiedzieć czemu, U Gwoździa. Jest to knajpa graniczna, bowiem za Olszanicą jest już wieś Czasław która do gminy Raciechowice należy. Polewa tam Piotrek, zwany też hrabią, a siedzą tam wieczorem miejscowi rolnicy, siedzą pospołu z Dobczyc, Skrzynki, Czasławia i Krzyworzeki. Można więc stwierdzić, iż ma ten przybytek wpływ spory na stosunki międzysąsiedzkie.
Piwiarnia przy ulicy Nowowiejskiej. Piwiarnia - duże słowo - budka z piwem i sporym zadaszeniem. Ale można posiedzieć i piwo spokojnie wypić. Wandzia to przydrożna oberża przy drodze krajowej nr 325 (Bochnia - Myślenice), z zewnątrz wygląda przygnębiająco. Ale można tam całkiem przyzwoicie się opić, a i coś do żołądka pustawego wrzucić. Przy wspomnianej drodze krajowej (nr 325) jest jeszcze bar na stacji benzynowej, maławy i całodobowy, o ile się nie mylę. Mają jeden z lepszych sloganów reklamowych: PIŁEŚ NIE JEDŹ! NIE PIŁEŚ? NAPIJ SIĘ!
A zresztą, przyjedzcie i przekonajcie się sami.
Bruno
NieWylewającyZaKołnierz